Obudziłem się normalnie, jak zwykle to jest mam dwadzieścia minut do zajęć. Stwierdziłem, że coś jest nie tak. Ach, Kapucynka nocuje dziś u Angie. Dlatego nie obudziłem się w środku nocy.
Wszedłem do łazienki.
Otworzyłem szafę w poszukiwaniu czystych ubrań. Kapelusz kowbojski, który tam znalazłem już dawno powinien być w śmietniku. Rzuciłem go na środek pokoju. Nie był tam sam. Puszka, brudne skarpetki, jakaś bluza, talerz... I papierek po batonie.
Znalazłem znośną koszulkę. Ubrałem ją, dorzuciłem jakieś spodnie, skarpetki i buty. Wziąłem torbę, zarzuciłem przez ramię. Spakowałem ją wczoraj. Wyszedłem z akademika. Na podwórzu było pusto. Pewnie wszyscy byli już dawno w środku. Po chwili znalazłem się w szkole. Na korytarzu było dziwnie pusto... W sumie jak zwykle gdy tu przychodzę. Zawsze się spóźniam i wszyscy są już w klasach. Dzisiaj też tak było. Zerknąłem na tablicę informacyjną gdzie wisi plan lekcji poszczególnych klas. Pierwsze są wuefy. Mój żywioł. Na szczęście spakowałem się na te zajęcia. Zawróciłem i ruszyłem w stronę sali gimnastycznej. Nie była daleko, aczkolwiek gdyby lekcja była w szkole, a nie na niej, spóźniłbym się mniej. Wpadłem na salę.
- Znów za późno, Poloow! - wydarł się Sherry - Czy ty musisz się spóźniać nawet na wychowanie fizyczne? Biegnij do szatni się przebierać!
Wuefista machnął ręką ze zrezygnowaniem.
Odwróciłem się na pięcie.
Dwie minuty później stawiłem się na zajęciach.
- Gramy dziś w kosza? - zapytałem wiążąc sznurówki.
Nauczyciel uśmiechnął się.
- Tak... - powiedział szybko.
- Super. Widzę, że chłopaki zaczęli już rozgrzewkę. Dołączę do nich. - ruszyłem w stronę rozgrzewających się kolegów.
- Nie tak szybko. Ty nie grasz. - podniósł lekko kąciki ust.
- DLACZEGO? - wytrzeszczyłem oczy.
- Popatrz tam - wskazał na grupkę dziewczyn - ćwiczą podania, odbijanie, takie tam. Siatkówka. Jedna z nich nie ma pary...
- Mam ćwiczyć z nimi? - uniosłem brwi.
- A dlaczego nie?
- Jestem kapitanem drużyny koszykówki męskiej - powiedziałem wyniośle - muszę grać z nimi!
- Ale się spóźniłeś. Bez gadania, marsz do dziewczyn!
Niechętnie i powoli podszedłem do ćwiczących lasek.
- Słyszałem, że któraś z was nie ma pary! - błysnąłem ząbkami.
Jakaś dziewczyna, której nie zna Mike, poproszę ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz