Starałam się nie oddychać nosem, żeby nie poczuć fajki jeszcze lekko ćmiącej się w trawie obok stóp dziewczyny. Nie, kiedy mijał rok, odkąd wygrałam z nałogiem. Rodzeństwo jeszcze się chwilę kłóciło, póki rzeczona Raquele odeszła wściekle.
-Ech, te siostry bliźniaczki-sarknął chłopak-Ostatnio...ej...Iggy, co ci jest?-zaniepokoił się widząc, że staram się w ogóle nie oddychać.
-Co? Nie, nie nic....po prostu ta fajka...
Kiwnął głową.
-To może lepiej stąd chodźmy. A wracając do przerwanej wcześniej sprawy...
Ponownie mnie podniósł, przewiesił sobie przez ramię, a ja nawet już nie próbowałam stawiać oporu.
Fajny chłopak, ten Chris tylko trochę zarozumiały-myśli, że każda, do której się uśmiechnie traci dla niego głowę. Ogółem jednak OK. Aha i rozczochrany. I rozczochrany też. I jeszcze co tam było....rozczochrany. Oraz strasznie, strasznie rozczochrany. No i to chyba tyle.
Wybór Chris'a padł na górkę piasku przy drodze. Wrzucił mnie w nią i jeszcze w piachu wykulał.
-Aaaargghh! Zabiję cię, Campbell! To nowa fryzura!
-To teraz będzie jeszcze nowsza...taka a la Campbell!-roześmiał się diabolicznie.
Kiedy w końcu odszedł, oceniając swoje dzieło, ja siadłam zadyszana i spojrzałam na niego spode łba.
-Spłoniesz-stwierdziłam.-Osobiście o to zadbam.
Chris?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz