poniedziałek, 23 czerwca 2014

Sun Shine: Od Chrisa do Kat

- Uwaga, wszyscy! - nauczycielka WDŻ uciszyła uczniów zdecydowanym głosem. - Mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Można zarobić dobrą ocenę. Mamy na stanie w szkole cztery interaktywne lalki-bobasy. Chętna para - podkreślam: chłopak i dziewczyna - bierze niemowlę i zajmuje się nim przez tydzień, czyli do następnej lekcji. Lalka ma wbudowany dyktafon i kamerę, czytniki ruchu i inne systemy nie do oszukania. Dzieckiem opiekujemy się jak prawdziwym. Ćwiczenie to ma na celu uświadomienie was, jak trudne jest rodzicielstwo i z jaką odpowiedzialnością się wiążę. To co... Ktoś chętny?
Nauczycielka przebiegła wzrokiem po klasie. Jakoś nikt się nie kwapił do momentu, kiedy rękę podniósł Michael. Wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. On? Really?! Ośmielone tym gestem dziewczyny zaczęły się wyrywać. Temu to dobrze... Wolny strzelec... Samotny wilk... Ale ja mam moją Kat. Kat forever.
Objąłem dziewczynę ręką, jak gdyby mogła słyszeć moje nieczyste myśli. Pocałowałem ją w policzek, a ona zarumieniła się lekko i skinęła głową, bym słuchał nauczycielki, która właśnie przydzieliła do Mike'a Angel Supford.
- Ktoś chętny? Można dostać A - powtórzyła nauczycielka.
- Chris... - szepnęła do mnie dziewczyna.
- No?
- Chcemy dziecko?
- Przed ślubem?! - parsknąłem. Kilka głów odwróciło się w naszym kierunku.
Instynkt macierzyński, pomyślałem. Najlepiej było to więc obrócić w żart. Moje kochanie nie zamierzało jednak odpuścić.
- Wiesz, o co mi chodzi... To jak?
- Eee... No dobra - mruknąłem zrezygnowany. Ręka Katniss wystrzeliła w górę. Pokręciłem głową. Będzie ciekawie, nie ma co...
- Mam córkę czy syna? - zapytałem, kiedy po chwili Moon wręczyła Kat naturalnej wielkości lalkę.
- Się okaże, jak będziesz pierwszy raz przewijał.
- Ja?! Ja nie będę tego robił! - zbulwersowałem się. Mam się zajmować jakąś lalką?!
- Będziesz - oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Ale Kat...
- To trzeba mieć tupet, żeby wziąć dodatkowe zadanie i dostać za nie F - oznajmiła.
Cóż, miała rację. Siedziałem więc cicho i patrzyłem, jak migdali plastik, który cośtam do niej gada w swoim języku.
Kiedy zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec lekcji, nauczycielka wcisnęła mi w rękę dużą dziecięcą torbę. Oprócz tego musiałem dźwigać plecak Katniss.
- Na chuj lalce tyle rzeczy?! - zapytałem żoneczkę, gdy schodziliśmy już na bruk przed budynkiem szkoły.
- Nie przeklinaj przy dziecku - upomniała mnie.
- To lalka, nie słyszy tego!
- Ale to się nagrywa - syknęła, patrząc na mnie z wyrzutem.
- No ok, ok, przepraszam - dałem jej buziaka w policzek.
Dalej szliśmy sobie więc w ciszy. Nie mogłem nawet chwycić dziewczyny za rękę, gdyż upierała się, że musi trzymać malca obiema rękami. Zaledwie stanęliśmy przed wejściem do Lioneart, bobas zaczął płakać. Jezu... Płakać?! Przeraźliwie wyć! Kat trzepała nim i bujała, jednak nic to nie dawało. Wydawało mi się nawet, że ryk się nasila.
- Co jej... jemu... temu?!
- Chyba pora karmienia - odpowiedziała spokojnie Kat, nie przerywając tarmoszenia lali. - Albo ma mokro. Zaraz sprawdzimy.
- Tu będziesz sprawdzać?!
- Nie bądź niemądry. Idziemy do góry. Prawda, kochanie mamusi? Pójdziemy do góly, tiak, do góly - zwróciła się do dziecka.
- Jakie: my?
- My. Ty też idziesz, tatusiu. Tiak, słoneczko. Tatuś pójdzie z nami, tak, tak.
- Przecież nie mogę. Muszę odrobić lekcje i...
- To nasze wspólne zadanie - przerwała mi stanowczo. - Chyba nie myślisz, że ja będę odwalała całą robotę? Na górę - rozkazała.
Chcąc, nie chcąc, ruszyłem schodami w górę objuczony książkami moimi i dziewczyny oraz akcesoriami naszego dzidziusia. Trochę zajęło mi uporanie się z odnalezieniem klucza do pokoju Katniss, zwłaszcza że po piętnastu minutach bezowocnych poszukiwań przypomniała sobie, iż ma go w kieszeni. Zirytowany hałasującym dzieckiem z impetem otworzyłem drzwi, rzuciłem wszystko na ziemię i usiadłem na łóżku podpierając głowę rękoma.
- Niech się zamknie, niech się kurwa zamknie!
- Już nie bądź taki delikatny - ofuknęła mnie i odgarnęła pościel z drugiego łóżka, po czym położyła bobasa na prześcieradle, odpięła mu milion warstw ciuszków, by na koniec zdjąć mu pampersa. Natychmiast odskoczyła, a zrobiła to tak gwałtownie, że zerwałem się na równe nogi.
- Co się stało?
- Obsikał mnie. Masz syna - odparła rozgoryczona, a ja zacząłem się głośno śmiać, nie mając w zanadrzu innej reakcji na tego typu sytuację.
- Takie zabawne?
- No raczej - wyszczerzyłem się głupawo. Przewróciła oczami.
- Musimy go jakoś nazwać...
- Może... Christopher Junior? - poruszyłem brwiami w górę i w dół. W odpowiedzi popukała się w czoło. - To ja nie wiem.

Kat? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz