wtorek, 24 czerwca 2014

Wolfind: Od Michael'a cd. Angie

- Dobrze dzieci! Cisza! - darła się nauczycielka - Jesteśmy na matematyce, a nie na przerwie!
Istotnie, byliśmy na matematyce. Krzyczeć to my nie krzyczeliśmy (jak myślała pani), ale to Kapucynka się darła. Wszystkie głowy zwrócone były ku Angie. Wyobrażałem sobie co ona musi teraz czuć. Z racji, że nigdy nie przejmowałem się zbytnio uczuciami innych, Angie patrzyła na mnie groźnie. Reszta śmiała się, zatykała sobie uszy bądź pomagała biednej pani Poloow. Takich było raczej mało. No, dwóch. Błagałem by do nich nie dołączyć, ale gdy matematyczka zorientowała się, że to nasz projekt z WDŻ jest przyczyną hałasu byłem zmuszony to zrobić. Moja partnerka odetchnęła z ulgą, gdy do niej podszedłem. Był jeden problem. Mianowicie ja - idealny ojciec - nie wziąłem ze swojego pokoju butelki. Przyczyną tego był nie kto inny jak... w sumie ja. Gdybym posprzątał w może chociaż wiedziałbym gdzie owa butelka się znajduje. Ale cóż. Katniss Cambell gotowa do pomocy. Butelka pofrunęła z jednego końca klasy do drugiego. Zręcznie ją złapałem i podałem Angie.
- Ale żeś się napracował... - mruknęła Ang, widząc, że szybko odchodzę do swojej ławki. W sumie pierwszy raz pragnąłem, aby wrócić do pisania zadania z matmy.
~~~
- W ogóle mi nie pomagasz! - wydarła się Angie po zajęciach.
- A kto złapał butelkę? Kto ostatnio przewijał? No kto?
- No ty... - przyznała niechętnie - Ale dziecko dzisiaj jest u ciebie! Zobaczymy jak sobie poradzisz!
Po tych słowach położyła mi dziecko na kolanach i wyszła, trzaskając drzwiami.
- Nie może być tak źle... - spojrzałem na lalkę.
Dopiero później przekonałem się jak bardzo się myliłem.
Obudziłem się około trzeciej nad ranem. TRZECIEJ! Kapucynka zaczyna robię się nieznośna. Niechętnie wstałem. Po pół godzinnych poszukiwaniach znalazłem butelkę i wcisnąłem ją lalce do ust. Albo raczej otworu gębowego. Tak, otwór gębowy to idealne określenie.
Po tej nocy lalka zasłużyła na miano prawdziwego demona.
~~~
Na szczęście dla mnie (I być może dla lalki) niańczenie małego potwora należało teraz do Angie. Oddając jej lalkę czułem się jak Zgredek, który dostał skarpetkę. Wolny. Wolny od Kapucynki!
- Nie ciesz się tak - powiedziała, widząc mój mimowolny uśmiech - jutro znów twoja kolej.

Angie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz