Obudziłam się rano z myślą, że to już pierwszy wrzesnia. Koniec udręk ze strony Sally i Stanleya oraz ich sąsiadów. Wyłączyłam budzik i poderwałam się. Przyodziałam przygotowaną sukienkę
i uczesałam włosy.
-Mamo! Tato! Jestem gotowa!-wydarłam się.
-UKATRUPIĘ MAŁOLATĘ!
-Stan, spokojnie! Nie dziś!-warknęła-Rusz d*pę idioto, pierwszy wsześnia, odwozimy ją!
Stanley jęknął głośno. Słyszałam szelest pościeli, kiedy się zwlekał z łóżka.
Stanęłam na szczycie schodów i z góry zuchwale spojrzałam na Sally.
-No... Stanley, co jak co, może jets pyskata, okropna i zarozumiała ale buźkę ma.-stwierdziła, twierdząc, że kiedy nie zwraca się do mnie ja nie słyszę, lub chociaż udaję.
~~*~~
Sally i Stanley czym prędzej odjechali, a ja odnalazłam klasę, żeby tak nie stać sama. Z daleka zobaczyłam Mike'a jak wysiada z auta. Pomachałam mu.
-Cześć, Mike.
-Witam, milady. Obawiam się, że panienki nie znam.
-Nie zgrywaj się.-powiedziałam.
-Podejrzanie przypomina panienka jedną moją kumpelę Angie, jednak ona nie dorównuje pani urodą.
-Hahahaha. Zatem ona przerasta sama siebie.-dźgnęłam go w pierś.
Mike?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz