Dzwonek. Klasa poderwała się i biegiem ruszyła do drzwi.
- STAĆ! - ryknęła biologica. - Na swoje miejsca, wróć!
Wszyscy niechętnie, acz posłusznie ruszyli na swoje miejsca.
- Dzwonek jest dla mnie, nie dla was - zaczęła swoją gadkę, jak wszyscy nauczyciele tymi samymi słowami. - Dlaczego reagujecie na dzwonek jak pieski na pukanie do drzwi??
- O Boże ... Znowu się zaczyna - ktoś w klasie mruknął.
- Słucham? - nauczycielka zlustrowała całą klasę wzrokiem. - Może kiedyś zareagujecie tak na dzwonek na lekcję?
Westchnięcia uczniów.
- A więc... Jako pracę domową, macie zadane... WYPAKUJ SIĘ, ALE JUŻ! - krzyknęła na chłopaka, który żując gumę, wkładał książki do plecaka.
Szmer niezadowolenia w klasie, że tak długo to trwa.
- Do domu nie macie zadane nic. Nie ma za co. Do widzenia.
Wszyscy jak oparzeni ruszyli w stronę wyjścia. Szłam tyłem, nie chciałam być bowiem stratowana przez uczniów biegnących do akademików, aby rzucić plecaki i cieszyć się weekendem. Nagle ktoś zatrzymał się gwałtownie przede mną, a ja nie zdążyłam wyhamować i wpadłam na tę osobę.
- Przepraszam - mruknęłam, mimo, że to nie była do końca moja wina.
Ktoś? :<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz