czwartek, 10 lipca 2014

Lioneart: Od Nicol - CD Michaela

- Dziękuję i zapraszam ponownie - powiedziała ekspedientka.
Kiedy odeszliśmy kawałek przedrzeźniłam ją:
- Dziękuję i zapraszam ponownie - powiedziałam słodziutkim głosikiem, tak jak te kasjerki z Biedronki.
Roześmieliśmy się, a ludzie spojrzeli na nas tak dziwnie. Ale co tam.
Fajnie jest mieć przyjaciela, z którym można się pośmiać.
- Mamy Biedronkę po drodze, zajdziemy, ok? Muszę kupić kilka potrzebnych rzeczy.
- Spoko - powiedział, a po chwili dodał - mam nadzieje, że nie to co ostatnio?
- Od kiedy to sprzedają żyletki w supermarkecie, hm?
- No fakt - uśmiechnął się.
Weszliśmy do sklepu. Wzięłam ten wózek na kółkach, mimo, że zamierzałam kupić parę bułek i 7upa (ulubiony napój Niemców ^^).
Michael spojrzał na mnie dziwnie.
- Zamierzasz kupować zapas na cały tydzień?
- Hahaha. Nie. Po prostu, ten wózek bierze się po to - powiedziałam i zademonstrowałam jak jeżdżę na nim pomiędzy pólkami odpychając się nogą.
***
Doszliśmy do kasy. Kasjerka ja zwykle nie miała wydać 2 groszy reszty.
- Mogę być winna 2 grosiki? - zapytała swoim słodkim głosem.
- Taa, tylko nie przetraci pani na głupoty - wyręczył mnie Michael.
Wybuchnęłam śmiechem, a Michael spojrzał na mnie i też zaczął się śmiać. Ludzie patrzyli na nas podejrzliwie. Nie widzieli śmiejących się ludzi? Ale co tam.

< Michael? Sorki, nie mam weny, jakoś tak nudno.>

wtorek, 8 lipca 2014

Wolfind: Od Michael'a cd. Nicole

- Przejdziemy się? - zapytałem - Robi się fajnie, ciepło.
Schowała książkę do torby i westchnęła.
- Jasne. - uśmiechnęła się.
Wyciągnąłem łokieć w jej stronę.
- Madame? - spojrzałem na nią wzrokiem dżentelmena.
Zaśmiała się i odepchnęła mnie.
- Idziemy na lody? - zapytałem - Na patyku, w sensie. Albo gałkowe.
- Wiem, aż taka zboczona nie jestem...
- Ja stawiam, madame. Ile madame życzy sobie gałek?
Znów się zaśmiała.
- Dwie. Jeśli można, oczywiście.
- Można i trzy, jeśli madame zapragnie.
Zbliżyliśmy się do lodziarni. Zapłaciłem za swój deser i za deser Nicole. Ekspedientka wydała mi resztę i uśmiechnęła się serdecznie.
- Dziękuję i zapraszam ponownie.

Nicole? Dobra, nie jest to moje najlepsze opo, jedno z gorszych, nudne i bez sensu ;-;

Lioneart: Od Katniss cd. Chris

- Trudno. - prychnęłam - Masz za zostawienie dzieciaka samego.
- Nie był sam! - zaczął go bronić Ethan - Przecież my tu jesteśmy.
- Właśnie. A poza tym to co ma się stać temu bachorowi? - spytał Michael.
Westchnęłam. Bez dalszej kłótni zabrałam lalkę do siebie. Czułam jak chłopcy odprowadzają mnie wzrokiem. "Teraz to już trzeba będzie kupić kwiaty i zamówić stolik w najdroższej restauracji w mieście. Współczuję, stary" - udało mi się usłyszeć słowa Mike'a.
Dziwne. Nawet nie próbował się usprawiedliwiać. Mało mu zależy.
Gdy znalazłam się w pokoju Simon zaczął się drzeć. Jakby mi tego do szczęścia brakowało. Wcisnęłam butelkę do jamy gębowej. Dziecko jakimiś czujnikami w japie wykryło, że go karmię. Moja praca domowa zaczyna mnie wkurzać. Usadziłam dziecko na krześle, a sama położyłam się na łóżku. Wzięłam książkę ze stojącej nieopodal szafki. Ach, przeczytana. Muszę wybrać się do księgarni.
Z powodu braku książek sięgnęłam po kolorowe czasopismo. Po przeczytaniu pierwszej strony cisnęłam ją w kąt. Kogo obchodzi jakie okulary założył Justin Bieber albo dlaczego Harry z Łan Dajrekszyn chodził po domu bez koszulki?
Sięgnęłam po telefon. Jak zwykle dołączone do niego były słuchawki. Po kilku kliknięciach było słychać głos Dan'a Smith'a.



Chris? Sory, że nudno, cierpię na powakacjowybrakwenytotalny ;-;

wtorek, 1 lipca 2014

Lioneart: Od Nicole - cd Michaela

Na przerwie usiadłam pod klasą. Miałam zamiar wyjąć książkę (Droga do raju) i dowiedzieć się co stało się z Candy i gdzie jest żółty mustang shelby Sloane. Ale oczywiście plany musiały się popsuć. To wada planowania. Jak coś zaplanujesz to zawsze coś się stanie, abyś nie mogła wykonać tej czynności, którą zaplanowałaś. Uhuhu jaka filozofia. Ale wrócę do tematu. Usłyszałam wykrzyknięte przez Michaela "Hej!" (jakie zdania xd) i odwróciłam się lekko zawiedziona. Miałam zamiar przecież doczytać książkę, przez którą zżerała mnie ciekawość. Byłam w stanie rozerwać każdego, kto mi przeszkodzi. Więc to nie moja wina, że wybuchnęłam:
- Czego??
- Jezu, spokojnie, dziewczyno. Stop agresji!
- Sory. Zamierzam doczytać książkę.
- Można wiedzieć jaką? - uśmiechnął się. Tak jakoś dziwnie.
Pokazałam mu okładkę książki.
- Czytałem - powiedział dumnie.
- Nie próbuj... - zaczęłam, ale nie zdążyłam.
- Candy zostanie zamordowana, Shelby nie znajdzie matki, a Gina nie powstrzyma chłopaka od ślubu z tamtą.
Spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy.
-Niech cię szlag trafi ! - mruknęłam.
Miałam ochotę zasadzić mu kopa... ale cóż. Nadrobi się później.

< Michael? Sorki, kompletny brak weny + pisane na szybko, bo zapomniałam o tym opowiadaniu ;-; >

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat

- Nie podlizuj się - mruknęła Kat i zajęła się leżącą na łóżku lalką.
- To w końcu jak go nazwiemy? - zapytałem obserwując jednocześnie, z jaką szybkością i łatwością moja dziewczyna zakłada memu synowi pampersa i ubiera go w miniciuszki.
- Liczę na twoją inwencję - oznajmiła. Wzięła bobasa na ręce i zaczęła spacerować z nim po pokoju.
- Stuart. Stuart Malutki - palnąłem pierwsze, co przyszło mi na myśl. Przed oczyma stanął mi obraz białej myszki w sweterku.
- Jak zwykle można na ciebie liczyć - westchnęła. - Co powiesz na Simon?
- Może być - zgodziłem się. - To jak się dzielimy? Ty w nocy, ja w dzień? - wyszczerzyłem zęby.
- Nie ma opcji. Ja też chcę się wyspać, Chris - spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
- No ja wiem, no... - jęknąłem. Podszedłem do dziewczyny i bezceremonialnie ją pocałowałem.
- Chris... Trzymam... dziecko - jej słowa przerywało penetrowanie ust przez mój język. W końcu przełożyła lalkę do jednej ręki, drugą zaś położyła mi na policzek i zaczęła rozkoszować się chwilą.
Po kilkudziesięciu sekundach pocałunku Kat oderwała się nagle ode mnie, jakbym zamienił się w żabę. Odruchowo spojrzałem na moją dłoń i z ulgą stwierdziłem, że nie jest zielona. Stwarzało to jednak kolejny problem: czemu dziewczyna zrezygnowała z całowania mnie.
- Chris... To się nagrywa...
Palnąłem się w czoło. Istotnie lalka miała dyktafon, a nie można się nie zgodzić, że pocałunkom towarzyszy megagłośne mlaskanie. Spojrzałem na zadanie domowe z chęcią mordu.
- Pozdrawiam panią Montez - powiedziałem do plastikowego brzuszka.
- Śmiechłam - parsknęła Kat. Ja również zacząłem się śmiać. Naszą euforię przerwał płacz dziecka.
- Co tym razem? - spytałem dziewczynę, choć pewny byłem, że wie tyle, co i ja.
- Jest głodny - oznajmiła z miną znawcy.
- Skąd wiesz? - zapytałem zdziwiony.
- Jestem jego matką, wiem takie rzeczy - żachnęła się.
- No dobra, a tak serio? Skąd wiesz?
- Proste. Dzisiaj jeszcze nie dostał - dziewczyna spojrzała na mnie jak na idiotę.
- No tak, tak, pani mądra. Idź, karm synalka, bo uszy mi odpadną!
- Może ty byś coś zrobił chociaż raz?
- Co ja jestem?! To twoje zadanie!
- Trzeba było nie robić sobie dzieci!
- To ty go urodziłaś!
- To twój plemnik!
Akompaniament dla naszej kłótni stanowił ryk dzieciaka. Nic nie wskazywało na to, by miał się uspokoić, a i Kat nie paliła się do jego przerwania.
- No i co robisz? Bierz się za to!
- Nie wiedziałam, że jestem twoją służącą, Cambell! Skoro tak, to weź dziecko i ja wychodzę! Zobaczymy, co potrafisz, bo jak na razie tylko się drzesz!
Katniss z wściekłością wymalowaną na twarzy wcisnęła mi wydzierającego się Simona do rąk i odwróciła się na pięcie z zamiarem wyjścia.
- Nie! Czekaj, Kat! Ja przepraszam!
- O nie, tatuśku! Teraz to możesz mnie pocałować w piętę!
Żoneczka opuściła pokój z trzaśnięciem drzwiami. Nie było sensu jej gonić. Oboje musieliśmy ochłonąć, skoro poszło nam o lalkę. Spojrzałem z bezradnością na małego krzykacza. Z jego torby wyjąłem butelkę i wetknąłem do dzioba. Dziecka, nie mojego. Zapanowała błoga cisza. Westchnąłem. Bobas zamknąwszy oczy ciamkał smoka. Matko... Jeśli Katniss będzie chciała mieć ze mną dzieci, to ten związek nie ma przyszłości.
Po jakimś czasie Simonek zaczął marudzić, czyli chyba się najadł. Odstawiłem butelkę na nocną szafkę i położyłem dzieciaka na moim łóżku celem odrobienia zadania z przebrzydłej matmy. Ledwo jednak wyjąłem zeszyt, Simon zaczął się odzywać. Z początku udawało mi się go ignorować, ale im dłużej to robiłem, tym głośniej przypominał o swojej obecności. W końcu cisnąłem zadanie na biurko i sięgnąłem po telefon. Wybrałem numer Kat. Modliłem się, by odebrała, ale po dwóch sygnałach odrzuciła połączenie.
- Zołza - mruknąłem.
Bachor nadal płakał, a ja nie wiedziałem czemu. Zacząłem bujać go na ręku, nadal starając dodzwonić się do dziewczyny.
- No... No, odbierz, no... Kat... Katie... Kuńciu...
Za dziesiątą próbą - niespodzianka. Moje kochanie wyłączyło telefon! Ekstra normalnie! Młody nadal nie dawał za wygraną. Ma to po tatusiu. Rozpaczliwie zastanawiałem się nad przyczyną jego płaczu, jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Jakiś promyk nadziei rozświetlił moje nieciekawe położenie. Czyżby Kat? Pewnie nie, ale może chociaż osoba, która będzie potrafiła przerwać zawodzenie lali! Jak na skrzydłach podbiegłem do drzwi i otworzyłem je.
- Dzieńdoberek, świeżo upieczony ojcze - uśmiechnął się Ethan.
- Idziesz grać? - dodał Mike.
- Przecież nie mogę - wskazałem głową na trzymanego potwora.
- A mamusia gdzie?
- Kat się obraziła - przyznałem niechętnie.
- Pierwszego dnia? Ooo... To masz przesrane - stwierdził Ethan nie mogąc powstrzymać się od brechtu.
- Nie pomagasz - burknąłem.
- Czemu on tak ryczy? - spytał Mike.
- No nie wiem!
- Przewijałeś go?
- Kat go przewijała.
- Dałeś mu coś jeść? - koledzy ścigali się w zadawaniu pytań.
- Taki tępy to nie jestem.
- A beknęło? - zapytał Ethan?
- Jezus, chuj go wi...
- Patrz.
Ethan wyciągnął ręce po bobasa. Położył go sobie pionowo na torsie tyłem do nas. Rozległ się głośny bek i płacz ucichł.
- Szacun, stary - Mike poklepał go po plecach.
- Skąd wiedziałeś?
- Mam rodzeństwo. To co, panowie, skoro ten problem mamy rozwiązany, śmigamy na boisko?
- No nie mogę! - czy tym debilom nic się nie da przetłumaczyć?
- Dzieciak śpi, zostaw go tu - Michael wzruszył ramionami.
- Ona mnie zabije - wycedziłem przez zęby.
- To weź go ze sobą. Niech się od małego uczy.
Kumple spoglądali na mnie wyczekująco. Spoglądałem to na nich, to na bobasa, bijąc się z myślami. W końcu to tylko lalka...
- Dobra, chodźcie - zgodziłem się. Zamknąłem jeszcze tylko drzwi na klucz i zeszliśmy na boisko. Było pusto, posadziłem więc Simona na ławce i rozpoczęliśmy mecz: ja i Ethan na Michaela. Było całkiem słonecznie, czuć było już nadchodzące powoli lato. Właśnie robiłem spektakularny wsad, kiedy powietrze przeszył groźny krzyk:
- CAMBELL!
Tak się zląkłem, że spierdoliłem sie z kosza prosto na plecy. Kumple zaczęli zwijać się ze śmiechu, tymczasem sprawczyni mojego wypadku - Katniss Everdeen we własnej osobie - podbiegła do dziecka i chwyciła je na ręce. Poleżałem trochę, obserwując niebo i zastanawiając się, czy żyję, a stwierdziwszy, że jednak tak, powoli podniosłem się na nogi. Żebra bolały jak diabli.
- Czy ty jesteś normalny? - dziewczyna natychmiast znalazła się przy mnie. - Jak mogłeś zostawić go bez opieki?! I w ogóle za cienko go ubrałeś! Jesteś nieodpowiedzialny, Cambell!
- Chyba mi żebra popękały - oznajmiłem jej, zamiast szukać dla siebie jakiegokolwiek usprawiedliwienia. Trzymałem się kurczowo za brzuch, a stałem lekko zgarbiony.

Kat? :D Nawiasem mówiąc ziomek z mojej klasy tak jebnął i serio mu żebra popękały ^^

Sun Shine: Od Ethana cd. Prady

- Powiedziałem, że nie ma sprawy - uśmiechnąłem się do ślicznej, ciemnowłosej dziewczyny.
- Aha - odpowiedziała głupkowato. Zaśmiałem się.
- A gejem nie jestem.
- Skąd ty... A, nieważne - mruknęła.
- Jakaś taka zmarnowana jesteś. Ciężka noc?
- Nie. Tylko ostry dyżur - wzruszyła ramionami.
- Rzeczywiście "tylko" - powiedziałem z sarkazmem. - Można wiedzieć, co się stało?
- Jak już musisz - westchnęła. - Zahaczył o mnie rozpędzony ścigacz - powiedziała, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.
- Nieźle - przyznałem. - I tak spokojnie o tym mówisz?
- Przecież przeżyłam...
- To się nazywa optymistyczne podejście.
- Jak dla kogo - odpowiedziała. Rozmowa chyba zaczynała ją nudzić.
- Jesteś na profilu muzycznym, prawda?
- Tak...
- Ja też - uśmiechnąłem się.
- Cudnie...
- Tańczysz, śpiewasz, czy... - starałem się jakoś rozkręcić konwersację.
- Głównie tańczę.
- O, to fajnie. Jaki styl?
- Taniec na rurze - uśmiechnęła się dumnie. Wytrzeszczyłem szeroko oczy.
- No, no, podziwiam.
- Poważnie? - dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim zaskoczeniem. - Nie uznasz mnie za dziwkę, puszczalską, czy chuj wie, co jeszcze?
- Coś ty! Taniec na rurze to spory wysiłek. Sztuka taka sama, jeśli nie większa, jak hip-hop czy house.
- Dzięki - jej twarz znów rozjaśnił promienny uśmiech. - A ty?
- Ja... Wszystko. Tańczę, śpiewam... I gitara.
- Pospolite - prychnęła.
- A ty na czymś grasz?
- Kiedyś grałam na skrzypcach. Ostatni raz na pogrzebie mamy...
- Ooo... Tak mi...
- Przykro, wiem - przerwała mi. Spojrzałem na nią przekrzywiając głowę. Specyficzna osóbka. - Dobra, ty... Jak ci tam?
- Ethan.
- Prada - skinęła głową. - Więc, dobra, Ethan, bardzo miło się gadało - wiedziałem, że nie - ale muszę spadać. Się składa, że wszystko mnie boli, a muszę nadrobić zaległości z dzisiaj.
- Spoko. Ja jeszcze mam do odrobienia zadanie z chemii. Spróbuję je zrobić przynajmniej. Ten przedmiot to dzieło szatana.
- Serio? Ja uwielbiam chemię! - wypaliła, a zaraz potem zrobiła minę, jakby pożałowała swoich słów.
- O... - nerwowo podrapałem się po karku. - To może miałbym do ciebie prośbę... Pomogłabyś mi?

Prada? Krótkie i nudne ;_;

niedziela, 29 czerwca 2014

Wolfind: od Iggy CD Chris'a

-Poloow? Oho, zabawne-mruknęłam ustawiając się na pozycji przyjmującej. Chris poszedł na serw, Kat na atak. Reszta się tam poustawiała jak chciała. Drużyna Mike'a zaczynała.
Poloow wybił piłkę, która poleciała w moją stronę. Podskoczyłam i przebiłam. Odebrała Angie, przebiła do nas. Kat, ja i jeszcze jedna dziewczyna zrobiłyśmy blok i wbiłyśmy punkt. Wygraliśmy 15:13.
Potem z drużyną Baker'a, gdzie również wygraliśmy, tylko ostatni z drużyną Monroe'a przegraliśmy jednym punktem, ale jak dla mnie nie policzyli nam jednego punkta, kiedy Sierra próbując odbić przebiła na sąsiednie boisko.
Dostaliśmy po A do dziennika, a kiedy była przerwa i wyszliśmy z sali widziałam jak Chris podchodzi do Kat i się z nią migdali. Przesmaczne...
-Oooo...urocze-mruknęłam.
-Iggy zazdro?
-W twoich snach, Cambell.
-W moich snach się nie pojawiasz, przynajmniej nie w tych przyjemnych. Prędzej jako zmora z najstraszniejszych koszmarów.
-Ej, o co wy się tak żrecie!?-zirytowała się Kat.
-Więc widzisz, Everdeen-przed lekcją w szatni wydarzyło się coś bardzo ciekawego...
-ZAMILCZ NA WIEKI, PRZEKLEŃSTWO MEGO ŻYCIA!-wydarł się Chris.
-Coś tak ciekawego, że aż wartego żeby o nim mówic...
-CO JA CI POWIEDZIAŁEM, KOBIETO!?-przyskoczył do mnie, próbując zatkać mi usta, ale ja przytrzymałam jego rękę, bo wiedziałam, że przy obecnej aparycji nie uchroniłabym się przd nim siłą. Przesunęłam się pod jego ramieniem i ciągnęłam:
-Ogarnij się, Cambell. W końcu dla mnie też mogłoby się okazać krępujące, że ty mnie...
-JAPA, NYTAL BO CIĘ ZABIJĘ!
-O czym ona mówi, Chris!?-zagniewała się Kat.
-Powodzenia w dalszym związku życzę-uśmiechnęłam się złośliwie-A ja przecież nic jej nie powiedziałam.
-Spłoniesz-powtórzył moje słowa chłopak, i to jeszcze bardziej ponuro.
W tym momencie zadzwonił dzwonek na lekcję.
-Zemszczę się-syknął w moją stronę i ruszył do sali. Ja i Kat mrugnęłyśmy do siebie porozumiewawczo.
~~*~~
-Nytal, odbieraj!
Odbiłam dołem, albo raczej próbowałam, bo Cambell mnie podciął, a tamci zdobyli punkt.
-No i co ty robisz, imbecylu!?
-Ostrzegałem, że się zemszczę-wzruszył ramionami.
-Jesteśmy w tej samej drużynie!
-Ale ciebie przy okazji noga boli.
Żelazna logika. Nie odpowiedziałam.
~~*~~
Przez czynniki bliżej nieokreślone(Ychy, ychy, ychy, Cambell!) przegraliśmy wszystkie mecze, jakie zagraliśmy.
-Teraz czas na szczerą rozmowę, Chris-powiedziała poważnie Kat-I chcę, żeby Iggy przy tym była.
Na długiej przerwie poszliśmy we trójkę za szkołę, a Chris wszystko sam opowiedział.
-Ale to tak z głupoty. Ty jesteś najlepsza i przekochana!
Kat udawała złą, ale po chwili nie wytrzymała i wybuchła śmiechem. Przybiłam z nią piątkę, a Chris nic nie rozumiał.
-Co, ale jak wyy...?
-Opowiedziąłam jej wszystko przed pierwszym meczem. Chciałam ci odripostować się za napastowanie mnie w szatni. I przyznaj, wyszło przekonywująco.
-Nie gniewasz się co? Uznaj to za taki jakby mały zamiennik mojego focha z powodu oglądania majtek innych dziewczyn-Kat przytuliła się do chłopaka, a ja (nie)dyskretnie udałam, że rzygam.

Chris?