niedziela, 1 czerwca 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Sary

- Lalunia - wyszczerzyłem się w szczerym uśmiechu. Zmarszczyła nosek.
- Dziękuję - powiedziała szybkim, wysokim głosem, jak gdyby przez całe życie czymś się zachwycała.
- Ale pierścionek oddaj, zaręczyn jeszcze nie było - zażartowałem. Przez chwilę jakby nie wiedziała o co chodzi, po czym pacnęła się w czoło i udała, że zdejmuje go z palca. Położyła powietrze na mojej rozwartej dłoni, a ja udałem, że chowam je do kieszeni, po czym oboje się roześmialiśmy.
- Co tam powiesz? - zagadnąłem, gdyż w sumie nie miałem pomysłu na temat do rozmowy.
- Świetnie jest! Trochę zimko... I zaraz mam matmę - uśmiech nie schodził jej z twarzy. Lubię takie laski.
- No popatrz, popatrz! Też zaraz mam matmę - mrugnąłem porozumiewawczo. - Nie lubię jej tak nawiasem mówiąc. Ale fiza gorsza.
- Matma to ZŁO - przytaknęła.
- Masz może ochotę ją odreagować? - zapytałem.
- Gdzie i kiedy?
- Szesnasta pod akademikiem? A potem może u mnie w pokoju. Sześć dziewięć. Numer ma - dopowiedziałem szybko, widząc jej minę. Otaczają mnie sami zboczeńcy... A może i ja jestem zboczeńcem?

Punkt szesnasta wyskoczyłem z drzwi wejściowych Sun Shine i, ponieważ Sary jeszcze nie było, usiadłem na betonowym klombie z tujami. Chuchnąłem w ręce. Wstrętna pogoda. Nie lubię zimy. Żeby chociaż był śnieg... Co za żal. Kiedyś pojadę gdzieś, gdzie jest śnieg. Może do Europy? W następne święta muszę namówić matkę na Paryż. Oczywiście Raquel wszystko spieprzy, bo ona ma paskudnie wyjebane na wszystko, co nie jest nią... Ech.
- Hej - usłyszałem nad sobą radosny głos kogoś, kto nie musi się niczym przejmować.
- No hej - uśmiechnąłem się do właścicielki rudej czupryny.
- Gdzie idziemy?
- A może masz jakąś sugestię?
- Wszystko jedno - wzruszyła ramionami.
- To może pizza? - zaświeciły mi się oczy. Kocham pizzę. Kocham, kocham, kocham. Zdałem sobie sprawę, że każdą nowo poznaną osobę zapraszam na pizzę...
- Może pizza - zgodziła się.
- Stawiam - zaznaczyłem. Sara wyraziła milczącą aprobatę, toteż raźnym krokiem spowodowanym zimnem ruszyliśmy na miasto.

Sara?

Nowa uczennica!


Wolfind - Prada Tresch

Sun Shine: Od Chrisa cd. Iggy

- Ale teraz? - zrobiłem głupkowatą minę.
- Nie, kurwa, jutro - Iggy walnęła face palm, a ja zaśmiałem się. Łatwo ją zirytować udawaniem idioty. Bardzo łatwo.
- Tylko się upewniałem - uśmiechnąłem się słodziutko. - I wcale nie jestem gruby - udałem wysoce obrażonego.
- Jesteś - powiedziała tonem znawcy.
- Wiele byś dała za taki kaloryfer - uniosłem w górę koszulkę.
- System grzewczy to to może jest, ale bardziej bojler niż kaloryfer - zadrwiła, po czym, zasłaniając teatralnie oczy, jęknęła: - nie każ mi na to patrzeć!
- Dobra - wydąłem usteczka i zakryłem brzuch. - Już.
- Dziękuję - westchnęła z ulgą i zdjęła dłoń z twarzy.
- Takaś mądra? - popatrzyłem na nią z ukosa.
- Ano - oznajmiła z triumfem w oczach.
- To patrz - znienacka przerzuciłem ją sobie przez ramię. Zaczęła piszczeć, kopać i uderzać mnie pięściami w plecy. Nic a nic mi to nie robiło. Problem był raczej w tym, co z nią teraz zrobić, bo właściwie się nie zastanawiałem... Nie chcąc, by dziewczyna odczytała mój brak weny, ruszyłem przed siebie szkolnym korytarzem. Męska toaleta? Nieee... Śmietnik?! Też nieee...
- Gdzie ty mnie w ogóle niesiesz?! - piekliła się Iggy.
- Zobaczysz - wzruszyłem ramionami.
Wyszliśmy na zewnątrz (czy raczej: ja wyszedłem na zewnątrz i wyniosłem tam Nytal). Rozejrzałem się po szkolnym dziedzińcu w poszukiwaniu inspiracji.
- Chris, jest mi zimno - jęczała dziewczyna w przestrzeń.
- Pewnie się mylę, w końcu nie mam tak dużego IQ jak pani, ale sądzę, iż to dlatego, że mamy styczeń - powiedziałem tonem naukowca.
- Ale zabawne - warknęła i nasiliła atak.
- No... Wiem - zgodziłem się. Oczywiście wiedziałem, że był to sarkazm, ale tak kocham jak się wkurza, gdy udaję idiotę...
- Jesteś niemożliwie głupi czy niemożliwie wkurzający? - zapytała z irytacją w głosie.
- Myślę, że w twoim mniemaniu i to, i to.
- Dobrze myślisz!
- Więc po co pytasz? - wyszczerzyłem się, choć wiedziałem, że tego nie widzi.
- Głupek - syknęła i uderzyła mnie płaską dłonią w plecy. To już trochę poczułem, jednak nie chciałem dawać jej satysfakcji. Ponownie zacząłem iść. Sam nie wiedziałem, dokąd. Skręciłem za budynek szkolny.
- RAQUEL! - krzyknąłem tak, że Iggy pisnęła, a siostra wypuściła z ręki palonego papierosa. - CO TY ROBISZ?! - zapytałem, stawiając fioletowowłosą na ziemi.
- Nic - wzruszyła ramionami i dyskretnie przydepnęła fajkę nogą. Znaczy: miało być dyskretnie w jej mniemaniu. Nie było. Zauważyłem.
- Miałaś nie palić!
- Nie będziesz mi rozkazywał!
- Martwię się o ciebie idiotko!
- Nie potrzebuję tego!
Nytal w ciszy przysłuchiwała się naszej kłótni, bacznie przyglądając się Roki.

Iggy? WCALE długo nie czekałaś Part 2 xD

sobota, 31 maja 2014

Sun Shine: Przygotowania i bal do balu XD: Od Sierry CD Ethan

- Jest piękna! - krzyknęłam, ale gdy spojrzałam na zegarek przypomniało mi się, że nie mam butów na bal.
- Boooże! Buty, muszę lecieć po buty je kupić! - powiedziałam i przeprosiłam za nagły zwrot akcji.
- dobra spoko. - powiedział i poszedł w swoją stronę. Ciekawe gdzie poszedł....
*30 min pózniej*
Wbiegłam do sklepu. Masakra! Buty brzydkie, poździerane weszłam obok. Wow! I zaczęło się. Latałam po sklepie jak opętana. Tu ładne, tam ładne. Po dłuuugiej lataninie wybrałam piękne szpileczki:


No i wróciłam do domu, gdzie była moja sukienka:



Nazajutrz wstałam rano i poszła do fryzjera. Fryzjerka uczesała mnie prześlicznie, mniej więc tak:


Poszłam do domu i resztę dnia przesiedziałem z moimi kumpelami w pokoju. 
Nareszcie mogłam przebrać się w sukienkę, Jest! Jestem gotowa. Założyłam bransoletkę i koniec. Teraz tylko czekać na Ethana.
Poczekałam chwilkę i zapukał:
- Gotowa? - Zpytal i zagwizdał na znak że wyglądam ładnie.
- Jasne. Idziemy?
- Ok
I poszliśmy na bal. Gdy weszliśmy, wybraliśmy stolik. Było cudownie! Leciała muzyka, duży par i nie par itd. Aż padło pierwsze pytanie, na które czekałam:
- Zatańczymy? - Powiedział towarzysz.
- No pewnie. - odpowiedziałam i wziąłwszy mnie za rękę, zaprowadził na parkiet. Było spokojnie i fajnie. Na koniec podziękowaliśmy za taniec, a Ethan powiedział że ma dla mnie niespodziankę. Zniknął na 7 minut, a potem przyleciał z gitarą w ręku wyszedł na scenę i zadedykował mi piosenkę, którą zagrał. To było piękne, nie miałam słów. 

(Ethan? ^^)

czwartek, 29 maja 2014

Wolfind: Od Gwen cd Michael'a

Ubrałam się szybko w sukienkę i zeszłam na dół. Michael czekał "wystrojony" w garnitur. 
Ja ubrałam moją sukienkę, normalne czarne szpilki a włosy miałam spięte w luźny kok. 
*le sukienka
- Miejmy to już za sobą - mruknęłam i pozwoliłam Michael'owi chwycić moją rękę. 
- Taa - westchnął. 
Kiedy weszliśmy od razu znalazłam wolny stolik. 
- Tam - mruknęłam i pokazałam palcem na wolne miejsca. 
- Okay... - powiedział bez przekonania. 
Po chwili wsunęłam już dwie miski lodów. 
- Nie dasz się na pewno namówić na jeden jedyny jedyny taniec? - zapytał Mike i złożył ręce jak do modlitwy. 
- Nope. Musisz mnie upić to wtedy pogadamy - powiedziałam bez cienia uśmiechu. 
- Hej, Gwen! SMILE! Mamy bal! - powiedział i wyszczerzył się jak koń. 
- No niestety - warknęłam. - Jak już mówiłam, najpierw musisz mnie upić. 
- Może to i jest jakiś pomysł...
- Nawet nie próbuj. Na następny dzień cię zabiję. - pogroziłam mu łyżeczką. 



Michael?

Wolfind: Od Michael'a cd Gwen

[Wcale nie czekałaś jedenastu dni na odpis, więc cicho. I od razu uprzedzam, że opo jest nudne jak się tylko da]

- N u d a - przeliterowałem - Idziemy gdzieś?
- Trza zjeść. - powiedziała Angie, wpychając do ust porcję frytek.
- Właśnie. Żeby mieć siłę, trzeba się zdrowo odżywiać. - rzuciła Gwen, udając przy tym głos nauczycielki od biologii. 
- I frytki są tu dobrym rozwiązaniem? - prychnąłem, zasłaniając swój talerz, na którym również były frytki. 
- Czyż ziemniaki nie są zdrowe? - odpowiedziała pytaniem na pytanie Gwen.
- Ty też masz frytki. - skomentowała Angie.
- A to ważne czy zdrowe? Ważne, że dobre. - wyszczerzyłem się. 
- I jak się tu nie zgodzić...? - mruknęła Gwendolyn. 

- To co, gdzie się wybieramy? - spojrzałem na wytatuowaną dziewczynę, która siedziała na murku i pochłaniała czekoladę.
- Wiem... Może... NIGDZIE? - warknęła Angie, która siedziała obok.
- A może wszędzie?
Nie czekając na odpowiedź, pociągnąłem ją w stronę parku. Byliśmy jeszcze w stu innych miejscach, wliczając w to mój pokój, gdzie panował uporządkowany bałagan, jak zwykle. Gdy wreszcie się pożegnaliśmy, było grubo po dziewiątej (hehe. Rano oczywiście XD). Padłem na łóżko i od razu zasnąłem.

Nazajutrz czekałem na Gwen pod ustrojoną serpentynami, grilandami, balonami i innym gównem. Miałem nadzieję, że przyjdzie szybko. 

Gwen?

środa, 28 maja 2014

Wolfind: Od Angie cd. Gwen

-Ej patrz, idą-otarłam łze. Podkradłyśmy się i wysłuchałyśmy uroczej, zabawnej i niecenzuralnej kłótni. Skończyło się na tym, że panienka z fioletowymi końcówkami skończyła zapłakana i bez chłopaka. Jakże smakowicie!
******
Przywdziałam moją kremową sukienkę



i spojrzałam na Gwen.
-Więc jednak nie ta gotycka? W niej by ci było lepiej.
-Wiem-westchnęła Gwen-Ale się lubi co się ma. 
-Prawda.
Zeszłyśmy na dół odprowadzane spojrzeniami chłopaków z Wolf. W dole schodów czekał Michael.
-Jakże romantycznie-szepnęłam złośliwie do Gwen-Zobaczymy się na sali! 
Przyspieszyłam i poszłam przodem na salę. 

Gwen?