środa, 7 maja 2014

Lioneart: Od Nicole cd. Michaela

Podszedł do morza i wyrzucił pudełko do wody.
- Możemy już iść - powiedział i ruszył w stronę, z której przyszliśmy.
Spojrzałam na niego z wyrzutem. 
- Idziesz ? - zapytał zniecierpliwiony.
- Nie. Później przyjdę. Cześć - rzuciłam w jego stronę i ruszyłam w stronę przeciwną, po plaży.
Miałam teraz kompletnie w czterech literach jak się czuje, bo sobie poszłam. Miałam to w czterech literach. Odeszłam spory kawałek i usiadłam na dużym kamieniu, tuż obok wydmy. Położyłam obok reklamówkę, którą nie wiem czemu targałam za sobą cały czas. Wyjęłam Tymbarka i łyknęłam spory łyk. Jedząc czekoladę truskawkową,moją ulubioną patrzyłam się w morze, zastanawiając się co w moim życiu zrobiłam nie tak. Za co moje życie jest takie puste. 
Morze szumiało głośno. Słońce powoli zachodziło. Gdzieś daleko pływała żaglówka. 


Zaczęło się ściemniać. Postanowiłam powoli iść w stronę szkoły. 

< Michael ? Nic nie szkodzi, ja przepraszam za długość i taki nastrój opowiadania ;/ >

środa, 30 kwietnia 2014

Wolfind: Od Michaela cd. Stu

Łooooooooooooooooooo. Cały miesiąc? Nie odrabiać lekcji? Super. Bez dwóch zdań. Albo odrabiać podwójne. Bez ryzyka nie ma zabawy. 
- Stoi. - uśmiechnąłem się. 
- Wiedziałem, że się zgodzisz. 
- Tylko nie teraz. Może jutro, co? 
- Mi pasuje. 
Gestem pożegnałem go i zwróciłem się w stronę akademika Wolfind. Stu mówił, że musi coś załatwić. Był już wieczór, więc jeszcze szybko (prawdopodobnie ostatni raz tym miesiącu) zerknąłem na książki. Coś z matmy.. Nie odrabiam. Coś z bioli... nie odrabiam. Coś z rzeźbiarstwa... Zabieram się do pracy. 
1) Kto wykonał tę rzeźbę?


Eee... skąd mam wiedzieć. Ale.. Od czego jest internet. 

Nazajutrz miałem spotkać się ze Stu. Czekał na mnie przy kręgielni.
- Gotowy?
- Jasne. 

Stu? :33

Sun Shine: Od Chrisa cd. Kat [sztuka]

Leżałem na łóżku z rękoma pod głową. Mam pokój sam. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Na łóżku obok leżała Raquel i coś szkicowała. Nie odzywała się. Raczej norma. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Mimowolnie spojrzałem na Roki, która - jak można było się spodziewać - podniosła głowę znad szkicownika i spojrzała na drzwi morderczym wzrokiem, jak gdyby chciała je siłą woli pchnąć razem z człowiekiem, który się za nimi znajdował. Ona jest lepsza niż pies stróżujący, dosłownie! Wstałem i powoli podszedłem do drzwi, wyobrażając sobie, jak Raquel rzuca się niczym rottweiler na mojego gościa i przegryza mu tchawicę. Brr... Za dużo filmów. Za dużo.
- Kat? - otworzyłem drzwi ciemnowłosej dziewczynie.
- Noo... Mieliśmy zrobić próbę... - zmieszała się. Olśniło mnie. Jasne! Sam przecież ją prosiłem, żeby wpadła.
- Ta, wiem. Wchodź - gestem zaprosiłem ją do środka. Raquel spojrzała na nią wilkiem i oznajmiła mi z łaską, że idzie. Nie zatrzymywałem jej. Zebrała swoje ołówki i, ze szkicownikiem pod pachą, wyszła z pokoju z głową uniesioną wysoko. - Siadaj - wskazałem Katniss moje łóżko. Nie za bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać. Ona chyba też nie.
- Mieliśmy przećwiczyć... - urwała. To nic. Dobrze wiedziałem, co mieliśmy.
- Ta, wiem - powtarzam się...
Usiadłem naprzeciw niej na łóżku. Wziąłem skrypt z nocnej szafki.
- Może... Akt pierwszy, scena piąta? - Kat kiwnęła głową.
- Zaczynaj.
- Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,
Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe
Odpokutować usta me gotowe
Pocałowaniem pobożnym pielgrzyma....
- Z uczuciem! - przerwała mi Kat, naśladując profesor Moon. Parsknąłem śmiechem. Ona zaraz po mnie.
- Teraz ty - wytknąłem jej jęzor.
- Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni...
- Z UCZUCIEM! - ryknąłem. Popukała się w czoło, po czym kontynuowała.
- Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,
Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;
Jest–li ujęcie rąk pocałowaniem,
Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.
- Nie mają–ż święci ust tak jak pielgrzymi?
- Mają ku modłom lub kornej podzięce.
- Niechże ich usta czynią to co ręce;
Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.
- Niewzruszonymi pozostają święci,
Choć gwoli modłów niewzbronne ich chęci.
- Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie.
I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.
Urwaliśmy. Żadne z nas nie wykonało pierwszego kroku, więc znów jak głupki wpatrywaliśmy się w siebie chwilę, po czym spuściliśmy wzrok.
- Mam pomysł... - powiedziała Kat po dłuższej chwili milczenia. - Może byśmy się pocałowali, żeby... No wiesz... Sprawdzić, czy nic się nie stanie.
Wzruszyłem ramionami. Powoli zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy. Delikatnie musnąłem jej usta, nic więcej. Odsunąłem się.
- Okej?
- Tak...
- W porządku. To jeszcze raz tą scenę. Może z pocałunkiem?
Kat kiwnęła głową. Powtórzyliśmy akt pierwszy scenę piątą jeszcze milion razy. Za każdym razem w momencie pocałunku delikatnie dotykałem ust Kat. Wydawało mi się, że tak jest dobrze.

- To ma być pocałunek?! - spytała psorka, kiedy graliśmy tę scenę przed nią na następnej próbie.
- A co innego? - spytałem z nutką bezczelności.
- Słuchajcie, dzieciaki. Ta sztuka jest bardzo ważna. Skupcie się. Pocałunek musi być... Pocałunkiem. Okej? Myślę, że jesteście dobrymi aktorami, mimo tak młodego wieku. Ta szkoła zobowiązuje. Poćwiczcie jeszcze. Nie wstydźcie się.
- Czyli co? - spytałem mojej Julii, kiedy Moon odeszła, by sprawdzić dekoracje. - Mamy się przelizać?!

Wolfind: Od Michaela cd. Nicole

"Ku*wa" - To pierwsze słowo, które wpadło mi do głowy, po zderzeniu z Nicole. Potem, gdy zobaczyłem żyletki, powiedziałem je na głos. 
- Ech... tak, wiem nie znam się i w ogóle, jestem po*ebany i tak dalej... Ale czemu znowu kupiłaś TO? - wskazałem na żyletki.
- N-nic nie rozumiesz...
- Och, tak. Zapomniałem dodać, że nic nie rozumiem. 
Spuściła głowę. Wziąłem żyletki do ręki.
- Chodź, idziemy nad morze. 
- Po co?
- Zobaczysz. 
Dopiero teraz spostrzegłem, że zmieniła fryzurę. Postanowiłem o tym nie wspominać, żeby sobie czegoś nie wyobrażała. 

Było dosyć zimno. 
- No, jesteśmy.
- Szybko. 
- Jasne, jasne. - wyrzuciłem żyletki do wody. - Możemy już iść.

Nicole? Sory, że tak długo czekałaś ;P

niedziela, 27 kwietnia 2014

Sun Shine: Od Chrisa cd. Sue

- Co jest, mała? - spytałem dziewczyny, która nagle zmarkotniała. Powiedziałem coś nie tak? O, losie. Pierwszy raz dziewczyna zniechęciła się do mnie po "cześć"! Nie no, deprecha...
- Nic - westchnęła.
- Jak to "nic"? Jeśli "nic", jesteś zupełnie jak jakieś dziecko emo czy inny potwór, który mówi sobie pewnego poranka: O, już od dwóch dni nie płakałam, bo ciśnienie, bo śnieg, bo Krzyżacy... Chyba pójdę do kibla i się potnę, a potem napiszę o tym na Facebooku, żeby każdy mnie żałował.
Sue zachichotała.
- Tak właściwie, to coś. Ale nie ważne...
- Skoro tak twierdzisz - wzruszyłem ramionami. Przyjrzałem się dziewczynie. Była całkiem apetyczną blondynką. Nieśmiało się uśmiechała.
- Co teraz robisz? - spytała.
- W sumie to nic... Chciałem pograć w kosza. Chcesz ze mną?
- Czy ja wiem... Lubię wf, ale raczej takie coś, jak siatka, czy...
- No, chodź! Przypominam ci, że ja uczyłem się tańczyć! - nie czekając na jej przyzwolenie lub odmowę, złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stronę niekrytego boiska. Po co ćwiczyć na hali w taką pogodę? Trzeba korzystać z ostatnich chwil jesiennego słońca. Było co prawda chłodno, ale nie padało.
Kiedy doszliśmy z Sue do celu, w kosza grało już dwóch moich kumpli z drużyny - Michael i Ethan. Ethan właśnie robił efektowny wsad, a Michael próbował wybić piłkę z kosza, by udaremnić mu zdobycie punktu.
- Elo! - zawołałem i wyciągnąłem rękę do góry w geście powitania.
- Siema - Ethan podszedł do mnie i wyciągnął rękę. Mike zrobił to samo, jednak był jakiś niezadowolony i co chwilę ukradkiem spoglądał na moją towarzyszkę.
- Coś nie tak? - spytałem.
- Nie, spoko. Grasz?
- Raczej...
- A ty? - Ethan zwrócił się do Sue.
- Ja... Może usiądę i popatrzę - powiedziała cicho, spoglądając na Michaela. O co tu chodzi?
- No chodź, nie wygłupiaj się - próbowałem ją zachęcić.
- Niech siedzi, jak chce - Michael wzruszył ramionami. Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale dziewczyna odeszła już na ławkę równoległą do boiska i klapnęła na niej.
Graliśmy dosyć długo, bez podziału na drużyny - po prostu każdy był własną obroną, atakiem i pomocą. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało. Było bardzo fajnie, ale po jakimś czasie zaczęło nam się nudzić, a co za tym idzie - odwalać. Rzucaliśmy więc w siebie piłką, skakaliśmy na kosze i ogólnie małpowaliśmy. W pewnej chwili spostrzegłem, że Sue ma trochę kwaśną minkę. Podbiegłem do niej.
- Co jest, mała?
- Nic...
- O, Boże - teatralnie uniosłem oczy.
- No, bo poszedłeś do kolegów... Mieliśmy być razem...
- Przecież nie chciałaś grać!

Sue?

Wolfind: Od Raquel cd. Elspeth

- Czekaj, suko! - zawołałam za nią. Blondynka odwróciła się natychmiast ze skrzywieniem niesmaku na twarzy. - Co chcesz powiedzieć przez "istoty mojego pokroju"?
- Chociażby to, że zawołałaś na mnie jak na psa przy budzie - odpowiedziała z ohydnym, nieznośnym spokojem.
Prychnęłam. Wkurwiają mnie takie paniusie.
- Trzeba było o tym myśleć, zanim się mi napatoczyłaś i ufajdałaś mi ulubioną koszulkę - warknęłam, ścierając masło czarnego materiału. Zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy nie wydobyć broni, jednak szkoda czasu, energii i ostrza na takie ciamajdy.
- Przecież nie zrobiłam tego celowo. Jesteś rzeczywiście aż tak ograniczona? - spytała, nacisk kładąc na słowa "aż tak".
- Jeśli ktoś tu jest ograniczony, to obawiam się, że ty - rzuciłam, nie odrywając wzroku od bluzki.
- Nie znasz mnie.
- Ani ty mnie - wzruszyłam ramionami. - a jednak już doskonale wiesz, jakiego pokroju istotą jestem.
- Sama zaczęłaś, nazywając mnie oszołomem - przypomniała.
- Dałaś mi powód! - gwałtownie uniosłam głowę znad czyszczonej koszulki i chyba ten nagły gest trochę ją przestraszył. Nie miałam ochoty prowadzić dalszej dyskusji z tą lalą.
- Roki! - usłyszałam wołanie. Ze zrezygnowaniem spojrzałam w prawo, choć doskonale wiedziałam, kogo ujrzę. W moją stronę szybko zmierzał Chris; zawsze przychodził po mnie przed lekcjami. Zaklęłam pod nosem. Dyskretnie sprawdziłam, czy nie czuć ode mnie fajek. Po chwili stanął przy mnie.
- Co jest? - spytał. Miał być luz, jednak usłyszałam raczej nutkę zdenerwowania.
- Myślisz, że nie umiem o siebie zadbać? - syknęłam. Ta panna mogła dziękować w duchu Bogu, że mój nadopiekuńczy braciszek tu przylazł. Jeśli tego nie robiła, zbyt dobrze mnie nie zna.
- Myślę, że właśnie świetnie umiesz.
- Dobrze, to ja już wam chyba nie będę przeszkadzała. Jak mówiłam, spieszę się. Do zobaczenia, Chris - uśmiechnęła się słodko blondynka i odeszła, kiedy Chris jej pomachał.
- Znasz tą laskę? - spytałam, nie troszcząc się o to, czy mnie słyszała.
- Ta, chodzimy z nią do klasy, nie? - wzruszył ramionami. - Paliłaś.
- Nie paliłam! - żachnęłam się. Spojrzał na mnie z politowaniem.
- Paliłaś, kurwa. Czuć od ciebie! Chcesz, żeby cię wylali?
- Wyjebane - odparłam znudzonym tonem.
- Chcesz mieć raka?
- Wyjebane.
- Chcesz, kurwa, mnie zezłościć?!
Zawahałam się.
- Nie - mruknęłam szorstko, odwracając wzrok.
- To przestań. Chodź.
Ruszyliśmy do gmachu szkoły. Wcale nie zamierzałam przestać. Nie będzie mi życia układał. Nope.

- Zrobicie projekt parami. Sam was dobiorę. Nauczycielom zależy na integracji między akademikami, więc grupy będą zmieszane - ciągnął monotonnym tonem gościu od historii. Słuchałam go, co prawda, jednym uchem, a jego słowa prześlizgiwały się przez mój mózg i wylatywały drugim, ale udało mi się wyłapać dostatecznie tyle, by ta lekcja znacząco pogorszyła mój nastrój. Miałam pracować z kimś w zespole? Na wspólne konto? Boże... Ta osoba może zamawiać sobie trumnę na Gwiazdkę, bo pitolić się z nią nie będę.
- Cambell... Christopher Cambell, pracujesz z... - oby ja, oby ja, oby ja... - Igelle Nytal.
Szlag! Zobaczyłam Chrisa, który puszcza oczko w stronę jakiejś laski i aż musiałam sprawdzić jej reakcję. Nie wyglądała na zadowoloną...
- I Raquel Cambell. Elspeth Niven.
Elspeth... Elspeth... Jakie pojebane imię... W każdym razie, nie mogłam skojarzyć tej laski. Rozejrzałam się, szukając jakiegoś znaku od niej i, o zgrozo, wszystko wskazywało na to (wszystko, tj. niezadowolona mina, wymowne spojrzenie nauczyciela i wypatrywanie mnie przez blondynkę), że była to dziewczyna, z którą miałam pewne przyjemne spotkanie jakiś miesiąc temu. To ona zbezcześciła moją koszulkę z Green Day! Starałam się nie patrzeć na nią aż do końca lekcji. Słuchałam, jak Before przydziela pozostałych uczniów.
- Wygląda na to, że musimy zrobić zadanie razem - rzekła sucho Elspeth, która zaczekała na mnie przy drzwiach klasy.
- Nie ma żadnego "my" - odparłam szorstko, nawet nie zatrzymując się przy niej.
- Nie wiem jak ty, ale ja mam zamiar dostać co najmniej B - powiedziała oskarżycielsko.
- Wyjebane.

Elspeth? ;3 

Wolfind: Od Stu cd Sue

-Przejdziemy się -Spytałem 
-Okey 
No i poszliśmy
-A jaki profil -Spytała w którymś momencie Sue 
-Muzyczny a ty?
-Muzyczny -Powiedziała 
-A jak tu trafiłaś -Spytałem
-Długa historia 
-Mam czas 

Sue?