sobota, 15 marca 2014

Lioneart: Od Lindsey cd. Lilianne

-Nic się nie stało.-odpowiedziałam przyglądając się dziewczynie. 
Miała piękne długie blond włosy i szaro-czarne oczy, które przyciągnęły moją uwagę.
-Nietypowy masz kolor oczu.-powiedziałam pierwsza, bo dziewczyna wyglądała na nieśmiałą. 
-To źle? 
-Skądże. Są bardzo ładne. Z jakiego domu jesteś, jaki profil, imię?
-Clevouse, profilu plastycznego. Na imię mi Liliana.-odpowiedziała, nabierając trochę odwagi. 
-Miło mi. Jestem Lindsey, ale możesz mówić Lind jeżeli chcesz. Jestem z Lioneart, profilu muzycznego.-przedstawiłam się. 

<Liliane? >

piątek, 14 marca 2014

Clevouse: Od Lilianne do...

-Akademia Hollywood Arts, wysiadka, lady!-krzyknął taksówkarz niemal wyrzucając mnie z pojazdu. Ledwie zdąrzyłam chwycić bagaż, gdy odjechał. Stanęłam na chodniku z walizką w ręce i gapiłam się na gmach budynku i na nowoczesne akademiki. Przełknęłam ślinę. No tak. Nowe miejsce, nowa szkoła, nowe życie.
Podniosłam ciężką walizkę z ziemi i zawlokłam ją do przydzielonego mi wcześniej akademiku Clevouse. Moim zdaniem to bardzo piękna nazwa. Wdzięczna. Wciągnęłam walizę po schodach do pokoju nr 46. Otworzyłam kluczem. Były w nim dwa łóżka, obydwa dokładnie pościelone. Mojej współlokatorki jeszcze nie było. Położyłam bagaż na pościeli i wyszłam na zwiady.
Zadarłam głowę do góry i obróciłam się patrząc na dach i w okna wysoko nade mną. Nagle upadłam po zderzeniu z kimś.
-Przepraszam-mruknęłam nieśmiało.

Ktoś?

Nowa uczennica!

Lilianne - Clevouse

Wolfind: od Angie CD Gwen

-Trzy słowa: GEGRA TO ZŁOOOOOO!
-Och, a co to się stało?
-Before miał kaprys urządzić nam kartkówkę ze zmiany liczby mieszkańców stanu Wisconsin w latach 1800-1850. A mi po rybkę liczba mieszkańców Wisconsin!
Gwen uśmiechnęła się pod nosem.
-To je gegra, tego sie nie ogarnie. 
Westchnęłam teatralnie:
-Niestety muszę ci przyznać rację!
-Co porobimy? Może chodźmy do miasta, zjemy coś.
-OK-zgodziłam się-tylko skoczę po portfel. Wybiegłam ze szkoły i dosłownie wskoczyłam i wyskoczyłam z akademiku zahaczając po drodze o portfel. Gwen już czekała przy głównym wejściu. 
-To gdzie idziemy?-spytałam

Gwen?

wtorek, 11 marca 2014

Wolfind: Od Gwen cd Stu

Zjadłam swoje śniadanie i (tradycyjnie) sprawdziwszy godzinę na telefonie skierowałam się w kierunku pokoju, żeby spakować rzeczy. 
- AŁA! - usłyszałam wrzask. Taaa Stuart. 
- Co ci się stało wbiła sobie dzidzia widelec w nóżkę? - pokręciłam głową z politowaniem
- Nie! - powiedział - To... Nie ja!
Oddaliłam się od niego, żeby zrobić miejsce jakiejś rozwścieczonej dziewczynie. Roxanne. Klasa... Pierwsza.... Aktorski. Chodzi ze Stuartem do klasy. 
Więc... Rox podeszła to Stu i zadała mu siarczystego policzka. 
- Ejj! - wrzasnął, ale niestety nie miał ręki, żeby pomasować policzek, ponieważ widelec dalej tkwił w jego noce. Zaczynało mocno krwawić. - Za co?!
- Jesteś potworem! - wrzasnęła przez łzy. Albo prawdziwe albo to dobra aktorka. No jasne! Pięknie. Przy stole obok zauważyłam jej kumpele, a na środku stołu butelkę. Strona z zakrętką była zwrócona ku pustemu miejscu Roxanne... Grają w butelkę. 
- Co ja ci takiego zrobiłem?! - usłyszałam krzyk Stu i zobaczyłam, że na drugim jego policzku pojawił się czerwony ślad. 
- Nic jej nie zrobiłeś - wtrąciłam się. 
- Idź stąd, dziwadło - syknęła Roxanne. 
- Och, dziwadło? A na jakiej podstawie można tak sądzić?
- Z nikim sie nie kumplujesz, z nikim nie gadasz... - jej ton głosu był mroczny. Jakby opowiadała dzieciom straszną historyjkę. - siedzisz sama na tej swojej przeklętej ławce i tak nic nie robiąc przyciągasz do siebie całe chmary chłopaków. 
- Aha, czyli mi zazdrościsz tak?
Popatrzyła na mnie zbita z tropu. 
- Śnisz - odpowiedziała po chwili - mam zazdrościć takiemu dziwadłu? Tych niemodnych ciuchów - trąciła moją luźną koszulkę - tych glanów... Tej szopy na głowie... - blefuje. Nie ma nic na mnie. Dobrze wie, że to się nazywa rockowy styl. A ja wiem, ze jej sie on podoba. - Tych kolorowych obrazków na rękach. 
- Tak! Właśnie tego mi zazdrościsz! - powiedziałam ostro. - tego, że przez mój charakter w pewnym stopniu przyciągam ludzi. Pewnie uważają, że skrywam jakąś tajemnice, jak skarb niestety się zawodzą. A co do mojego życia towarzyskiego, to wiesz o nim bardzo mało. 
- Na przykład?
- Angie, Wolfind. Michael, Wolfind. Alex, Lioneart. I można uznać za ZNAJOMEGO Stuarta. 
- Stu - mruknął. 
- Poza tym... Skoro wypadła na ciebie butelka i wybrałaś wyzwanie. To teraz masz obowiązek naprawić szkody. Mogłaś mu poważnie uszkodzić nogę - oczywiście, że nie mogła. To lekkie draśnięcie xD teraz to ją tylko straszę - nie wiem... przebić mięśnia... Naderwać ścięgno... Jak zaraz nie pójdziecie do piguły może stracić czucie w nodze!
Roxanne wyraźnie przestraszona podbiegła do Stu. 
- Draśnięcie - powiedziałam. - I następnym razem jak cię poprosi o wspólne zrobienie projektu, to odmów jak dżentelmen. 
Oczywiście, kiedy przechodziłam obok klasy Stuarta słyszałam głos nauczycielki : "NA JUTRO PROJEKT O BACHU!" no i Roxi jako zakochana nastolatka przylepiła się do Stu : "Zrobimy razem?" na co odrzekł... "Odczep się. Stu działa sam. Zapamiętać!"...


Stuart? Gwendolyn Holmes rozwiązała zagadkę!! dam dam daaaaaaaaaaam 

Wolfind: Od Stu cd Gwen

-Jestem zaszczycony -Powiedziałem Oglądając zdjęcia .Były jak na mój gust znakomite
-Tylko się nie podniecaj
-Wcale się nie podniecam
-Ta w ogóle -Wzruszyła oczami i schowała zdjęcia -A teraz cię żegnam mam ważniejsze sprawy na głowie


10 minut potem..


Właśnie skończyłem pałaszować  jedzenie na stołówce. Rozejrzałem się. Było tak nudno, pogram na gitarze to jest najlepsze co mogę zrobić.Wstałem i poczułem dziwne drewnienie w nodze i zdałem sobie sprawę że ktoś wbił mi nią widelec!

 Gewn? :< brak weny

poniedziałek, 10 marca 2014

Wolfind: Od Gwen cd Stu

- Nie - mruknęłam.
Wzięłam się znów do rysowania. Po chwili jednak wszystko odłożyłam.
- Fuck. Ej, ten no... Sto... e... Stu!
Podniósł wzrok.
No tak. Zadanie z fotografii. Temat "Do odważnych świat należy"
- Słucham?
- Jeździsz może na rowerze? Tak ekstremalnie?
- Możliwe, a co?
- Tego... Zdjęcia potrzebuję zrobić. Nagonię ci widowni, sławny będziesz. O tam na górkach.
- Jeden warunek.
Wzruszyłam ramionami.
- Jak masz na imię.
- Gwendolyn. A teraz bierz sprzęt ubierz się ładnie kask i za dwadzieścia minut widzimy się na górkach.
- Yyy dobra.
Słyszałam to jednym uchem, bo już bez tchu zasuwałam po lustrzankę.
Dwadzieścia minut później obok "pagórków" zebrało się trochę ludzi.
- Dajesz - powiedziałam i zaczęłam pstrykać zdjęcia.
Po chwili zobaczyłam dziewczynę z mojej klasy, któa również strzelała zdjęcia aparatem.
- Mogę wiedzieć co robisz?! - krzyknęłam.
- Zadanie na fotografię - parsknęła chamsko.
- Usuń to - powiedział Stu - nie pozwoliłem ci mnie fotografować.
Dziewczyna popatrzyła na niego niepewnie.
- Jak ja nie mogę to ona też! - krzyknęła.
- To był jej pomysł - zagrzmiał Stuart
- Dobra dobra - popstrykała coś przyciskami - widzisz? Nic nie ma.
Efekt końcowy wyglądał tak:




- Do odważnych świat należy - mruknęłam - fajnie wyszedłeś. Serio dupe mi ratujesz.



Stu??