czwartek, 27 listopada 2014

Wolfind: od Iggy-Proces sądowy


-Iggelle! Ktoś do ciebie!-zawołała moja szefowa, a prawnie również moja matka. Jakiś czas temu udało jej się uzyskać do mnie prawa i już nie jestem zależna od tego pijusa. 
-OK, zaraz idę!-zdjęłam fartuch z logo zakładu fryzjerskiego i zbiegłam na parter Glamour. Było już zamknięte, a ja zaraz miałam wracać do akademika. Pośrodku sali, w otoczeniu foteli fryzjerskich stał picuś-glancuś w garniturze i z przylizanym włosem.
-Pan do mnie?-spytałam. Facet spojrzał na mnie, jakbym była kosmitką-lesbijką i właśnie oświadczyłam, że zamierzam poślubić Kim Kardashian.
Uniosłam brwi.
-Iggy.-wykrztusił-To ja. Tata.
Stłumiłam nagłą furię i tylko uniosłam brwi.
-Mój ojciec to pijus, żul, obdartus i bankrut. Ja bardzo pana przepraszam, ale musiał mnie pan z kimś pomylić. Miłego dnia życzę.
Odwróciłam się i chciałam odejść.
-Iggy! Czekaj! Uwierz mi, zmieniłem się. Twoja mama, Jessica Nytal popełniła samobójstwo, bo miała słabe nerwy, śpiewałaś w kościele do ósmego roku życia, byłaś...
-Słabe... nerwy?-zapytałam cały czas odwrócona tyłem, drżąc z wściekłości-Słabe... nerwy!? TY mówisz, że MAMA miała słabe nerwy!? Twoje pijaństwo ją zabiło, a ty mówisz, że miała SŁABE NERWY!?-zaśmiałam się piskliwie. On, który śmie się nazywać moim ojcem, mało ojcem, TATĄ, zrobił krok do tyłu, przerażony.-Zabiłeś mamę! Nie zasługujesz na dziecko! Nie zasługujesz nawet na szacunek! Jesteś zwykłym pijakiem i mordercą!
Wykrzyczałam mu to w twarz. To i jeszcze parę innych zdań, nie nadających się do zapisania. 
-Iggy... kochanie... córciu. Zrozum, że to nie moja wina. Ona mi przysięgała na dobre i na złe, a nie na miesiąc miodowy...
-MIESIĄC MIODOWY!?-ryknęłam-A ty ślubowałeś wierność i miłość! Właśnie widziałam, jaki ty byłeś jej wierny! Poważnie myślałeś, że nie widzimy tych wszystkich opitych lasek, które do nas sprowadzałeś i na ich rzecz kazałeś mamie spać na ziemi!? A jak ją biłeś, kiedy broniła moich podręczników, które ty chciałeś sprzedać, żeby zarobić na wódę!? Wynoś się stąd i zostaw mnie w spokoju, a jeśli jeszcze raz się pojawisz w Los Angeles, pozwę cię do sądu pod zarzutem gnębienia!
-I tak wkrótce zobaczymy się w sądzie! Ubiegam się o przywrócenie mi praw rodzicielskich!
-Ty... ty... nie powiem s********e , bo babcia była dobrą kobietą. Jesteś po prostu potworem. Potworem! POTWOREM!
-Do zobaczenia w sądzie w piątek o godzinie szesnastej!-krzyknął i wybiegł.
Dysząc ciężko stałam pośrodku salonu. Padłam na kolana i spuściłam głowę. Za sobą usłyszałam kroki, a moja szefowa położyła mi dłoń na ramieniu.
-Dlaczego... dlaczego się zgodziłaś? Czemu go nie wywaliłaś na zbity py*k? Nie chcesz mnie już?
-Iggy... Bardzo chcę. Jak nigdy nie mogłam mieć córki, tak ty mi ją zastąpiłaś. Ale to jego święte prawo, starać się o prawa do ciebie. To twój biologiczny ojciec. Ale i ty masz prawo wypowiedzieć się w sądzie. Tylko nie mów "Nie i już" tupiąc nóżką, tylko mów logicznie, przedstaw argumenty. Wykorzystaj urok osobisty. Oczaruj ich kulturą. Iggy... Iggy? Żyjesz?
Uniosłam głowę, olśniona.
-Potrzebny mi świadek. Czekaj tu!
Wyleciałam z salonu jak na skrzydłach.
~~*~~
-Cambell! Cambell, debilu, otwieraj! Jesteś mi potrzebny! Cambell, chole*a jasna, wychodź!
W drzwiach stanął nażelowany przystojniak.
-Słucham, słoneczko?
-Spotkamy się w sądzie, piątek, szesnasta!
-Co!?-zdziwił się-Co ja ci zrobiłem?
-Masz mi pomagać w sądzie. Idiota, który śmie się nazywać moim ojcem, stara się z powrotem o prawa do mnie. Ty masz mówić, że bez niego jestem silna, samodzielna i niezależna.
-OK. Poniekąd nie skłamię. 
~~*~~
W piątek po południu ubrałam się w czerwony, elegancki kostium


i czerwone buty na obcasie


Razem z moją szefową Rebecką i Chrisem w garniturze wsiedliśmy do Mini Coopera Rebecki i pojechaliśmy pod sąd.
W sali był już ten... no, wiadomo kto i jego dziewczyna, czy tam ktoś. Plus jeszcze na ławach mały tłumek żądny wrażeń.
-Siadaj, nie rzucaj się w oczy, Cambell.
-No, nie wiem czy przy moich gabarytach to możliwe, ale spróbuję.
Uśmiechnąłem się pod nosem i poprawiłam koka. Na salę wszedł Wysoki Sąd, czyli wysoka brunetka w średnim wieku o zaciętym wyrazie twarzy. Tylko udaje taką twardą, z nią pójdzie łatwo.
Po formalnościach rozpoczynających rozprawę, mężczyzna wyszedł na środek i przedstawił swoją sprawę:
-Nazywam się Ezechiel Nytal, lat 42. Prowadzę niewielką sieć sklepów. Jestem tu, aby ubiegać się o odebrane mi prawa rodzicielskie do tu obecnej Iggelle Nytal, mojej córki. 
-Dlaczego odebrano panu prawa rodzicielskie, panie Nytal?
-Przyznam się z boleścią, że popadłem w nałóg alkoholowy, a moja słaba nerwowo żona popełniła samobójstwo. Moja córka wyjechała bez mojej wiedzy do szkoły z internatem, a prawa rodzicielskie zyskała obca kobieta, po której nie wiadomo czego można się spodziewać. 
-Protest, Wysoki Sądzie.-powiedziałam spokojnie, a głośno. 
-Słucham, zapraszam do barierki. Proszę się przedstawić, wiek i aktualne zajęcie. 
-Nazywam się Iggelle Nytal. lat szesnaście, jestem uczennicą w miejscowej szkole Hollywood Arts. Mężczyzna podający się za mojego ojca twierdzi, że jego żona, moja mama, Jessica Nytal z domu Smith popełniła samobójstwo z powodu słabych nerwów. Trzeba jednak wiedzieć wam, obecni i tobie, Wysoki Sądzie, że Jessica nie odebrała sobie życia od razu, gdy pan Ezechiel przyszedł pijany do domu po raz pierwszy, tylko po kilku zdradach, wielu pobiciach i kiedy wyrwał mi siłą kochanego pluszaka, którego zamienił na pieniądze na alkohol. Nie mogła już tego wytrzymać i powiesiła się przywiązując się za szyję do lampy i skacząc z krzesła. Od tego czasu zostałam sama na pastwę potwora.
-Sprzeciw, Wysoki Sądzie!-krzyknął Ezechiel.-O ile pamiętam, dziewczynce w moim domu nic się nie stało.
-Proszę o ciszę, panie Nytal.
Usiał zawstydzony.
-Jak już mówiłam, na pastwę potwora. A co do jego wcześniejszej wypowiedzi, nic się nie stało fizycznie, nie licząc oczywiście braku higieny i wygłodzenia, jednak co do twoich metod wychowawczych mam poważne zastrzeżenia. Nieraz, kiedy spraszał kolegów z ulicy na pijackie hulanki i hazard, uczyli mnie gier hazardowych mówiąc "Niech się dziecko czegoś nauczy pożytecznego na przyszłość". No, niech ktoś z obecnych mi powie, że to dobry przykład dla dziecka!-nikt się nie odezwał.-Kontynuując, korzystając z szansy jednaj na milion zapisałam się do szkoły, w której mogłabym rozwijać talent plastyczny. 
-A czyżbyś u mnie nie mogła go rozwijać!?-rozgoryczył się.
-Oczywiście, że mogłam, jeśli za rozwijanie talentu uznać układanie na podłodze mozaik ze szkieł i kapsli po piwie. 
Z tyłu sali rozległy się stłumione śmiechy. Wiedziałam, że należą do Chris'a i Rebecki. Sama byłam świadoma, że to co mówię może brzmieć śmiesznie, ale byłam gotowa zrobić wszystko, żeby z nimi zostać. 
-Wysoki Sądzie, proszę o głos.
-Zapraszam do barierki, panie Nytal.
-Nie ma takiej potrzeby, to tylko jedno zdanie. Dlatego właśnie pokonałem nałóg i się ogarnąłem-bo córka bez ojca jest zagubiona w świecie i obca wszystkim.
Tylko na ten argument czekałam!
-Wysoki Sądzie, jeśli można, mam świadka, który mógłby temu zaprzeczyć. Jest to mój kolega szkolny, Christopher Cambell. 
-Zapraszam, panie Cambell. Proszę podać wiek.
-Mam szesnaście lat i chciałbym zaprzeczyć słowom pana Nytal. Iggy, kiedy przyszła do szkoły nie była szarą myszką. Wręcz przedziwnie, udzielała się nawet nieco przesadnie.-uśmiechnął się. Miał na myśli oczywiście moje wezwania do dyrektorki w związku z bójkami.-Jest pewna siebie i samodzielna. Od razu mi zaimponowała i zaprzyjaźniliśmy się. 
-Dziękuję, proszę usiąść.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-Proszę teraz do barierki zastępczą matkę Iggelle.
Rebecka wstała i podeszła.
-Imię, nazwisko, wiek i aktualne zajęcie.
-Nazywam się Rebecka Tomson, mam 37 lat i prowadzę salon fryzjerski Glamour w Los Angeles.
-Proszę powiedzieć, kim dla pani jest Iggelle?
-Iggy z początku była moją pracownicą, stażystką. Do Hollywood Arts potrzebna jest praca, ponieważ uczniowie sami na siebie zarabiają. Potem, żeby mogła mieszkać u mnie w wakacje i nie wracać od domu, za jej zgodą oczywiście, wystarałam się o prawa rodzicielskie. Jesteśmy razem szczęśliwe, na co dzień mieszka w akademiku, w wakacje i dłuższe przerwy u mnie, za miastem. 
-Dziękuję, proszę jeszcze raz Iggelle.
Podeszłam z bijącym sercem.
-Iggelle, Sąd podjął decyzję i potrzebuje twojej opinii- czy chcesz pozostać z Rebecką Tomson, czy wrócić do Ezechiela Nytal. 
-Oczywiście, że lepiej mi z Rebecką!
-Zatem postanowione. Sąd postanowił-Iggelle Nytal zostanie w domu Rebecki Tomson i będzie kontynuować naukę w Hollywood Arts.
Całkiem niezależnie od siebie, podskoczyłam wysoko z krzykiem na ustach. Szybko pobiegłam do Chris'a i Rebecki.
-Tak bardzo ci dziękuję, Chris.-szepnęłam z rękami na jego szyi. 
-O, mała!
Podniósł mnie i okręcił w powietrzu.
-Udało się, zostaję!
-Wiem, kochana.-Rebecka mnie przytuliła.
Spojrzałam na nich. Dwie najukochańsze istoty na świecie.

THE END! :D Uff, ponad godzina pisania :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz