piątek, 27 lutego 2015

Wolfind: Od Michael'a

Biegłem spóźniony do szkoły, pośpieszał mnie nieprzyjemny deszcz i świadomość, że zaczęła się lekcja angielskiego. Jednak fakt, że po niej były dwie matematyki, nie pocieszał mnie. Coraz szybciej, zręcznie omijając wystające kamienie i nierówności biegłem ku budynkowi szkoły. Byłem już cały przemoczony. Mogłem jednak zapiąć kurtkę, a teraz czułem, że mam już mokrą nawet bieliznę. Nie ma to jak spóźniać się codziennie, już od pierwszego tygodnia szkoły. Na szczęście ten tydzień już się kończył.
Kiedy wpadłem zdyszany do klasy, nauczycielka chciała zabić mnie wzrokiem, ale nic nie powiedziała. Powoli usiadłem na jedyne wolne miejsce. Dostrzegłem kilku nowych uczniów, ale i znane twarze. Ethan klepnął mnie w plecy.
- Dzisiaj trening, stary! - wytarł rękę o spodnie. - Jesteś mokry...
Wypakowałem książki.
- Przecież wiem. Nie widziałeś jak leje?
Chłopak spojrzał przez okno i pokiwał głową. Później uciszyła nas nauczycielka.
***
Po lekcjach wyszedłem na dwór i usiadłem na ławce. Była mokra, więc usiadłem na kurtce. Na szczęście już nie padało. Trzeba w pełni nacieszyć się weekendem. Trzeba wyciągnąć kogoś na pizzę. Ok, pierwszy znajomy, który przejdzie obok mnie...
- Hej, dasz się zaprosić na pizzę? - zawołałem.
Ojej, brzmiało jak tani podryw.

Ktoś? Przepraszam, że nudne i bez sensu, obiecuję poprawę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz