Zimowy deszcz zacinał i nieprzyjemnie mroził czubki palców. Ale, cóż, gdy nie wyznaje się noszenia rękawiczek. Powinnam chyba to jednak rozważyć, biorąc pod uwagę poziom ich zmrożenia i odcień fioletu, w jakim były.
Zmierzałam właśnie do fryzjera, żeby zmienić kolor włosów, ponieważ żadne zimowe ubrania nie pasowały do obecnej krwistej czerwieni, jaką nosiłam, a nie będę raczej kupować ekstra drogich czerwonych botków za pensję pomocnicy w salonie fryzjerskim. Poza tym miałam odrosty, spod czerwieni wystawał oryginalny mój kolor, czyli niebyt ciekawy, według mnie przynajmniej, brąz. Wyglądało to jak jakieś żałosne ombre, bo moje wcześniejsze kolory (fiolet, błękit, blond i róż) dawno zniknęły z powierzchni włosów. A właśnie, może by tak ombre. Albo jakiś fajny rudy. Albo ponętna, krucza czerń. No nic, ewentualnie Rebecka mi coś doradzi.
Weszłam do ciepłego wnętrza zakładu fryzjerskiego. Moja szefowa akurat nie miała klientów i czytała gazetę.
-Ach. Iggy, to ty.-uśmiechnęła się.-Widzę na twej głowie fatalne odrosty i wnioskuję, iż chcesz się ich pozbyć. Jaki kolorek?
-Właśnie nie wiem, doradź coś.
-Hm... na tę pogodę i do tego typu ubrań zalecałabym coś ciemnego. Czerń lub brąz. Do tego fale lub loki.
-OK, zaufam twojemu gustowi.
Siadłam na fotelu, zacisnęłam oczy i pozwoliłam sztuce dochodzić do głosu.
Kiedy Rebecka pozwoliła mi otworzyć oczy, myślałam, że padnę trupem.
Zaczęłam piszczeć. No wiem, no wiem, nie w moim stylu, ale jeśli chodzi o włosy, uruchamiają się we mnie te dzikie, kobiece instynkty. Mniej więcej te same, które posiadają te solarki, które tak licznie oblegają naszą zacną akademię.
-Widzisz, bez tych zwariowanych kolorów wyglądasz jak zwykła, ładna dziewczyna.
-Przecież to mój naturalny kolor, nie żadna farba!-wydarłam się.
-OK, przyznam się bez bicia. Nie nakładałam ci farby, tylko swego rodzaju zmywacz, który kosztował mnie majątek, ale efekt jest bardzo ładny. Bez tych wszystkich farb już nie masz włosów jak siano.
Dotknęłam dłonią wijących się pukli. Faktycznie, były aksamitne, nie drapiące i niemiłe w dotyku. Przeczesałam je palcami.
-Rzeczywiście są bardzo miłe...
-I nie razisz jak odblask na kilometr.-stwierdziła trzeźwo Rebecka.-Wyglądasz bardzo delikatnie, jak... dziewczyna.
-A co to miało właściwie oznaczać!?-poderwałam się z miejsca i stanęłam naprzeciw kobiety-Że niby z inną fryzurą nie wyglądam jak dziewczyna!?
-Nie, nie to miałam na myśli... Iggy, zrozum, jesteś wspaniała, tylko sobie wmawiasz, że jesteś buntowniczką. Pamiętasz, jak wybroniłaś się w sądzie? Ja bym nie wpadła na takie argumenty. Jesteś świetną dziewczyną, a w tej farbie wyglądasz jak dziewucha. Chciałam, żeby to, co masz w środku zobaczyli ludzie. Nie jestem ślepa, Iggy. Widzę, jak cmokają z niezadowoleniem, jak idziesz taka, w dresie, z czerwonymi włosami, ze słuchawkami w uszach. Teraz jesteś prześliczna.
Odebrało mi mowę.
-Ty nie wiesz, jaka ja jestem. I nie obchodzi mnie opinia innych ludzi.
W biegu chwyciłam płaszcz i wybiegłam z salony. Próbowała mnie wołać, ale jej nie słuchałam. Najgorsze było dla mnie właśnie to, że się z nią zgadzałam. Bardzo się sobie podobałam w tym brązie, a w odbiciach sklepowych witryn, tylko się o tym przekonywałam. Zwłaszcza, że na zimę nie nosiłam gorącej kurtki, tylko płaszczyk nad kolana i botki. I w brązie wyglądałam znacznie gustowniej i bardziej dziewczęco, niż z tą czerwienią. Warknęłam sama na siebie i szybkim krokiem poszłam w stronę do akademików. Nie do Wolfind jednak, a do Sun Shine, na piętro męskie. Wparowałam do pokoju z numerem 69(przypadek, że tam mieszka akurat on? Nie sądzę) i urządziłam dziką awanturę:
-Co ona sobie myśli!? Jak dziewucha!? żart i satyra!
-Ekhm... czy mógłbym poznać twoje imię i powód, dla którego wstępujesz bezwstydnie do mojego pokoju i robisz w nim raban?-zapytał mój przyjaciel Chris, przeglądający smartfon, leżąc na łóżku.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie poznaje mnie!?
-Stary, ty tak na serio? Poważnie, nie poznajesz mnie?
-Ee...-nagle otworzył szerzej oczy-IGGY!? Wow... pewnie mi nie uwierzysz, ale w brązie wyglądasz jak dziewczyna... Wow.
-Kolejny!?-wykrzyknęłam poirytowanym tonem-Poważnie, przed zmianą koloru wyglądałam jak facet!?
-Nie, ale też... nie jak dziewczyna.
Wybudził się z pierwszego szoku i ponownie był tym złośliwym, zboczonym, podrywaczem Christopherem Cambellem.
Prychnęłam z dezaprobatą i siadłam ciężko obok niego. Nie zdejmując butów, wciągnęłam nogi na materac.
-Ej, podziurawisz tymi szpilami.-powiedział z pretensją w głosie.
-Na pewno i tak jest już dziurawy od twoich wygazowań.
-Pff... wyglądasz jak dziewczyna, ale jak dziewczyna się nie zachowujesz.-udał nadąsanego, co jednak mu kiepsko szło(profil aktorski, ta?). Odetchnęłam śmierdzącym powietrzem chłopięcej sypialni.
-Sprzątasz tu w ogóle? Założę się, że gdybym poszukała w tym bajzlu znalazłabym mandarynki z zeszłych świąt.
-Wolę określenie feng shui.
Parsknęłam śmiechem, po czym spytałam, już poważnie:
-Serio przed usunięciem farby nie wyglądałam jak dziewczyna?
-Masz szesnaście lat i kompleksy odnośnie wyglądu, opowiedz mi o tym.
-Ej, ja pytam poważnie. Czy z farbą wyglądałam nie-dziewczęco?
-Zara, zara, zara, to to nie jest farba!?-zdziwił się.
-Nie, to mój naturalny kolor. Rebecka zmyła wszystkie farby, bez mojej zgody.
-Wow.
-Odpowiesz mi na pytanie, Cambell, czy nie?-spytałam rozdrażniona. Ależ on elokwentny... wowowowowowow, jak jakiś pie*rzony pieseł.
Chris? :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz